- Ciekaw jestem po co jej te wszystkie składniki - wymamrotał jeden z nich gdy wracali.
- Może ma zamiar upiec dla nas ciasto - powiedział Tony, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który zniknął po tym jak Edmund zabrał głos.
- Po dzisiejszym incydencie? Wątpię.
Wszyscy przytaknęli, spuścili smętnie głowy i otworzyli furtkę, następnie wdrapali się na werandę, po której najbardziej można było poznać upływające lata. Ledwie uchylili drzwi, usłyszeli donośny głos i trzask słuchawki. Chłopcy skryli się za framugą drzwi prowadzących do kuchni i nasłuchiwali.
- To znowu ci z urzędu? - zapytała jedna z młodszych sióstr, rudowłosa Aurora.
- A jakże! Same problemy, na okrągło coś im nie pasuje. A to złe warunki, a to za głośno, mam tego dosyć.
Po tych słowach wyszła, a oni w ostatniej chwili zdążyli się ukryć. Za nią z kuchni wyszła również Aurora i dopiero wtedy weszli po cichu na górę. Zakupy zostawili pod schodami, płaszcze i gumowce wrzucili zaś do szafy. Jakub, który pierwszy wszedł do sypialni natychmiast rzucił się na łóżko.
- Biedne, mają z nami same problemy, ciekawe o co chodziło tym razem?
- Pewnie o jakieś głupoty, jak zwykle - powiedział Tony i puścił koledze kuksańca, na co on odpowiedział tym samym. Później już wszyscy zaczęli się szczypać.
- Spokój! - wrzasnął Piotr - chodźcie na dwór,nie mam zamiaru kisić się tutaj cały dzień. Nie musiał im tego powtarzać, wszyscy zgodnie zeszli na dół i tylnymi drzwiami wyszli do sadu. Na niewielkich jabłoniach nie pojawiło się jeszcze ani jedno jabłko, ale było to nieważne, ponieważ mogli się wspinać. Pierwsza była zabawa w piratów i jak można się było spodziewać drzewo posłużyło za statek, nie byle jaki bo "Postrach Mórz", później była jeszcze zabawa w porywaczy, Indian, rycerzy króla Artura, a także poszukiwaczy skarbów. Po kilku godzinach, gdy słońce zaczęło chylić się już ku zachodowi, zawołała ich siostra Emilia. Zmęczeniu weszli do domu, a ich nozdrza momentalnie wypełnił zapach jabłek i cynamonu. Szarlotka!
- Do kuchni przyjaciele, musimy przejąć ten skarb! - krzyknął Jakub, któremu chodziło oczywiście o ciasto. Nie zaprzątali sobie już głowy takimi błahostkami jak na przykład ściągnięcie butów. Zapomnieli o zmęczeniu. Biegli pełni radości, a gdy dotarli do kuchni usłyszeli wybuch.
- Nie! - wrzeszczał Piotr
- Tylko nie szarlotka! - powiedział Tony i zrobił pierwszy krok. Niestety nie mylili się, szarlotka po prostu wybuchła. W tym samy momencie wbiegła Emilia i złapała się za głowę. Jednak gdy zobaczyła smętne spojrzenia chłopców, powiedziała
- No co wy, chłopaki. Szarlotka wyszła pysznie, umyć ręce i siadać do stołu.
- Pysznie? dopiero co wybuchła.
- To nie oznacza, że jest nie dobra, no już myć ręce.
Oszołomieni wyszli z kuchni, a gdy wrócili, na blacie czekała na nich nierówna lecz wciąż pięknie pachnąca szarlotka, a właściwie jej resztki. Spróbowali. Była pyszna. Od razu zjedli po kawałku, później jeszcze jeden, a kiedy zabierali się do trzeciego dołączyły do nich wszystkie siostry zakonne. Śmiali się i rozmawiali. Wyglądało na to, że nawet siostrę Annę opuścił zły humor.